R.C.Sproul – Wolna Wola cz.3

R.C.Sproul – Wolna Wola cz.3

Czym jest wolna wola Chciałbym, żebyśmy zastanowili się, co rozumiemy pod pojęciem „wolna wola”. Co to znaczy mieć wolną wolę? Co to znaczy być wolną moralnie osobą, wolnym stworzenie pod zwierzchnictwem suwerennego Boga?

Po pierwsze, pozwól że nadmienię, że są różne poglądy na to, z czym jest wolna wola, które są powiązane z naszą kulturą i myślę, że ważne jest, abyśmy rozpoznali te różne poglądy. Pierwszy pogląd nazywam poglądem „humanistycznym” na wolną wolę który, według mnie, jest najbardziej rozpowszechnionym poglądem na ludzką wolność, jaki znajdujemy w naszej kulturze. I przykro mi to mówić, ale moim zdaniem, to najbardziej rozpowszechniony pogląd w kościele, jak również poza kościołem. W tym poglądzie wolną wolę definiuje się jako naszą zdolność do dokonywania spontanicznych wyborów, które nie są w żaden sposób uwarunkowane czy zdeterminowane na podstawie uprzedzeń, skłonności, czy usposobienia. Powiem jeszcze raz: wyborów dokonujemy spontanicznie, i nic wcześniejszego od wyboru nie decyduje o wyborze, żadne uprzedzenia, żadna uprzednia dyspozycja lub uprzednia skłonność, Wybór jest dosłownie spontanicznym działaniem danej osoby. Na początek widzę dwa poważne problemy jakie my chrześcijanie mamy z tą definicją wolnej woli. Pierwszy to problem teologiczny lub moralny. Drugi jest racjonalnym problemem. Tak naprawdę powinienem powiedzieć, że są trzy problemy, ponieważ w ciągu całego wykładu skupię się na trzecim. Jednak na początku natychmiast widzimy dwa problemy. Pierwszy to, jak powiedziałem, problem teologiczny i moralny. Jeśli nasze wybory są dokonywane wyłącznie spontanicznie, bez uprzedniej skłonności, żadnych wcześniejszych dyspozycji, to w pewnym sensie mówimy, że nie ma żadnego powodu wyboru. Nie ma motywacji ani motywu do wyboru. On po prostu dzieje się spontanicznie. A jeśli tak działają nasze wybory, to wtedy od razu stajemy przed następującym problemem: jak takie działanie może mieć jakiekolwiek znaczenie moralne? Jakiekolwiek? Ponieważ na przykład jedną z rzeczy, o których Biblia mówi, odnośnie dokonywanych przez nas wyborów, jest nie tylko to, co wybieramy, ale także jaka jest nasza intencja przy dokonywaniu tego wyboru. Pamiętamy na przykład historię Józefa, sprzedanego do niewoli przez swoich braci. A kiedy już zjednoczył się ze swoimi braćmi wiele lat później oni żałują tego grzechu. Co Józef mówi wtedy swoim braciom? A kiedy ich przyjmuje i wybacza im, mówi: „Wy wprawdzie knuliście zło przeciwko mnie, ale Bóg obrócił to w dobro” (1Mjż 50:20). Bóg dokonał wyboru w tej sprawie. Bóg postanowił przynajmniej pozwolić, aby się to zdarzyło i spotkało Józefa. Jego bracia dokonali wyboru, co zrobić z Józefem. Ich zamysł do dokonywania tego wyboru był nikczemny. Bóg dokonał również wyboru, pozwalając, aby się to stało, ale cel Boży, zamiar Boga w tym działaniu, był całkowicie sprawiedliwy i święty. I tak na przykład Bóg, rozważając dobry uczynek, nie tylko bada sam czyn zewnętrzny (działanie), ale także zastanawia się nad czym? Wewnętrzną motywacją, intencją czynu. Ale jeśli nie ma wewnętrznych motywacji, jeśli nie ma intencji, nie ma prawdziwej intencjonalności, aby użyć terminu filozoficznego, to jak może być to działanie o jakimkolwiek znaczeniu moralnym? To się po prostu dzieje. Ale jest nawet głębszy problem niż ten. Od razu stajemy przed pytaniem, czy takiego wyboru można faktycznie dokonać. Nie chodzi tylko o to, czy byłoby to moralne, gdyby zostało wykonane, ale czy istota bez uprzedniego usposobienia, skłonności, nastawienia, czy powodu może w ogóle dokonać wyboru? Zobaczmy to na kilku przykładach. Jeśli nie mam wcześniejszej skłonności ani dyspozycji, to co jest takiego atrakcyjnego w tym pomyśle? To by oznaczało, że moja wola jest neutralna. Nie skłania się ani w lewo, ani w prawo. Nie jest skłonna do sprawiedliwości ani do zła, ale jest po prostu neutralna. Nie ma wcześniejszego nastawienia lub skłonności do zła. Myślę o historii Alicji w Krainie Czarów, kiedy w czasie podróży dochodzi do rozwidlenia drogi, i nie może zdecydować, czy pójść lewą drogą czy prawą drogą. Podnosi wzrok, a na drzewie jest kota z Cheshire. Uśmiecha się do niej szeroko, a ona pyta go, „Którą drogę mam wybrać?” A kot z Cheshire odpowiada, mówiąc: „To zależy gdzie dojść?” A ona mówi: „Nie wiem”. Więc co on na to?: „Więc myślę, że to nie ma znaczenia”. Jeśli nie masz zamiaru, żadnego planu, nie chcesz nigdzie się dostać, to jaka to różnica, czy skręcisz w lewo czy w prawo? W tej sytuacji jakby na to nie patrzeć, można pomyśleć: „Cóż, Alice ma teraz dwie możliwości. Może iść w lewo lub w prawo”. Jednak w rzeczywistości ma cztery możliwości. Może iść w lewo, może iść w prawo, albo może zawrócić i wrócić tam, skąd przyszła, albo może tam stać i nic nie robić, co jest też jakimś wyborem, czyli zostanie tam, aż umrze z bezczynności. Ma więc cztery możliwości. Pytanie, które zadamy brzmi: „Dlaczego miałaby dokonać któregokolwiek z tych czterech wyborów?” Jeśli nie miała powodu ani skłonności do wyboru, gdyby jej wola była całkowicie neutralna, to co by się z nią stało? Jeśli nie miała powodu, aby preferować lewą drogę nad prawą, lub nad stanie, czy nad powrót, to jakiego dokonałaby wyboru? Nie dokonałaby żadnego wyboru. Byłaby sparaliżowana. I tak problemem z humanistycznym pojęciem wolności jest to, że jest to jak stara sztuczka wyciągnięcia królika z kapelusza przez magika, ale bez kapelusza i bez magika. Czyli coś z niczego, efekt bez przyczyny. Innymi słowy spontaniczny wybór, jest racjonalną niemożliwością. Musiałby to być efekt bez przyczyny. Mogę dodać na marginesie, że z biblijnej perspektywy, czyli z chrześcijańskiego punktu widzenia, człowiek w swoim upadku nie jest postrzegany jako istota w stanie neutralności w odniesieniu do Bożych rzeczy. On ma uprzedzenia. On jest stronniczy. On ma skłonność i jego skłonność jest ku niegodziwości i oddalaniu się od Bożych rzeczy. Pozwólcie, że tylko powiem, że gdy patrzymy na różne chrześcijańskie poglądy na temat wolności woli, To osobiście uważam, że to najlepsza książka, jaka kiedykolwiek powstała, została napisana na ten temat, ma prosty tytuł: „Wolność woli” i została napisana przez największego amerykańskiego teologa Jonathana Edwardsa. Nawiasem mówiąc, nie ja wymyśliłem określenie „największy teolog Ameryki”. Ono pochodzi z Encyklopedii Britannica, która uznała Jonathana Edwardsa za największego umysł naukowy, którego Stany Zjednoczone kiedykolwiek miały, i myślę, że jego dzieło „Wolność woli”, jest najlepszą rewizją i analizą tego drażliwego pytania, jakie kiedykolwiek czytałem. Oczywiście słynna praca Marcina Lutra na temat niewoli woli jest również bardzo ważna, i myślę, że chrześcijanie powinni ją przeczytać. Ale przyjrzyjmy się na chwilę jak Edwards zdefiniował wolność woli. Edwards napisał: „Wolność lub wolna wola, to wybór umysłu”. On mówi, że chociaż odróżnia umysłem od woli, to mówi, że oba są ze sobą nierozerwalnie związane. Nie dokonujemy moralnych wyborów bez aprobaty kierunku naszych wyborów przez umysł. To jedna z tych rzeczy, która jest ściśle związana z biblijną koncepcją sumienia: że umysł bierze udział w wyborach moralnych. Zdaję sobie sprawę z opcji, które mam, a jeśli wolę jedną od drugiej, to muszę sprawić, żebym miał jakąś preferencję, zanim będę mógł dokonać wyboru, Muszę mieć świadomość tego, jakie są opcje, żeby mogła nastąpić moralna decyzja. Tak więc wola nie jest czymś, co działa niezależnie od umysłu, ale jest czymś, co działa w połączeniu z umysłem. Cokolwiek umysł uzna za pożądane, jest tym, co wola wybierze. Oprócz definicji Edwards daje nam rodzaj żelaznej reguły, którą nazywam „prawem wolnej woli Edwardsa” i myślę, że to może być jego najważniejszy wkład do dyskusji o ludzkiej wolności. Edwards oświadcza, że: „Zawsze wolne moralnie osoby będą działać zgodnie z najsilniejszą skłonnością, którą mają w momencie wyboru”. Mówiąc inaczej, zawsze wybieramy według naszych skłonności i zawsze wybierz według naszych najsilniejszych skłonności w danym momencie. Ujmę to bardziej prosto. Za każdym razem, gdy grzeszycie, to oznacza to, że w momencie waszego grzechu, wasze pragnienie popełnienia grzechu jest większe w tym momencie, niż wasze pragnienie bycia posłusznymi Chrystusowi. Jeśli wasze pragnienie posłuszeństwa Chrystusowi byłoby większe, niż chęć popełnienia grzechu, to co byście zrobili? Byście nie zgrzeszyli! Ale w momencie wyboru zawsze podążamy za naszą najsilniejszą skłonnością, naszym najsilniejszym usposobieniem czy inaczej naszym najsilniejszym pragnieniem. Wydaje nam się jednak, że w tej wybieraniu wiele razy wybieramy coś bez wyraźnego powodu. Na przykład, gdybym cię zapytał, „Dlaczego siedzisz na tym krześle?” Czy potrafisz przeanalizować własne wnętrze, procesy myślowe i odpowiedzi na opcje, które były przed tobą, kiedy wszedłeś do tego pokoju i powiedzieć wyraźnie: „Powodem dla którego siedzę tutaj na końcu jest to, że zawsze lubię siedzieć w ostatnim rzędzie” lub „ponieważ chciałem usiąść obok Jean” lub „chciałem być w pierwszym rzędzie abym mógł być przy kamerze wideo” lub „to było jedyne wolne krzesło, i nie chciałem stać, więc wolałem raczej siedzieć niż stać, dlatego moje pragnienie siedzenia było silniejsze niż moje pragnienie wstania, więc usiadłem”. Mówię ci, że jest powód dla którego siedzisz tam, gdzie siedzisz, i mogła to być bardzo szybka decyzja. Być może po prostu jesteś leniwy i nie lubisz chodzić, a wolne krzesło, które zobaczyłeś, był najbliższym dostępnym dla ciebie. Możliwe, że przyczyny sięgają głębiej. Są ludzie, jeśli wprowadzisz ich do parku gdzie jest pusta ławka i miejsce dla trzech osób, to ci ludzie, jeśli wprowadzisz ich do ławki w parku lub wprowadzisz ich do parku, gdzie jest pusta ławka, to zawsze siądą na końcu ławki zamiast na środku ławki. W rzeczywistości zwykle będzie to na lewym lub prawym końcu, choć inni ludzie zawsze wybierają środek. Czemu? Niektórzy ludzie lubią tłumy. Lubią być w środku akcji. Mają towarzyską osobowość. Inni ludzie lubią czuć się bezpiecznie, lubią być tam, gdzie mogą mieć zawsze możliwość wyjścia. Oni siadają na końcu ławki. I powiem tylko, że nie zawsze siedzimy i bardzo uważnie analizujemy, dlaczego dokonujemy wyborów, których dokonujemy, ale jest powód dla każdego naszego wyboru, i zawsze działamy zgodnie z najsilniejszymi skłonnościami w danej chwili. Są dwie rzeczy, które możemy natychmiast poruszyć sprzeciwiając się prawu wyboru Edwardsa. Pierwszym z nich jest: „Cóż, mogę podać wiele chwil, w których robiłem różne rzeczy, których tak naprawdę nie chciałem robić, bo doświadczyłem przymusu”. Cóż, przymus wymaga nadejścia zewnętrznych sił w naszym życiu, które próbują zmusić nas do robienia rzeczy, których nie robilibyśmy w normalnych warunkach. Ale w większości przypadków siła przymusu, może po prostu zredukować nasze opcje do dwóch. Ona może poważnie ograniczyć nasze opcje. Bandyta podchodzi do mnie na chodniku, i przykłada mi broń do głowy i mówi: „Pieniądze albo życie”. Właśnie zredukował moje opcje do dwóch. Okej? Siła zewnętrzna i przymus. W innym przypadku nie szukałbym kogoś, komu chciałbym oddać swój portfel tej nocy, Chodzi o to, że nie chciałem mu dawać pieniędzy. Ale kiedy broń jest przy mojej skroni, a moimi opcjami są mój mózg na chodniku, albo mój portfel w jego kieszeni, to nagle mam silniejsze pragnienie, żeby żyć i stracić pieniądze, niż umrzeć i też stracić pieniądze. I w tym momencie moje pragnienie życia może być silniejsze, niż moje pragnienie przeciwstawienia się temu człowiekowi, więc daję mu swój portfel. Mogą być ludzie w tej samej sytuacji, którzy powiedzieliby: „wolałbym umrzeć, niż poddać się przymusowi, mimo że wiem, że jeśli odmówię oddania mu tego portfela, i tak mnie zabije i weźmie moje pieniądze, Nie ułatwię mu tego”. Więc mówią: „Zastrzel mnie”. Ale nawet wtedy ich pragnienie sprzeciwienia się jest większa niż ich pragnienie, aby się nie sprzeciwić, dlatego się sprzeciwiają. Brzmi sensownie? Nawet jeśli nasze opcje zostaną znacznie ograniczone a siły zewnętrzne zmienią poziom naszego pragnienia… Drugą kwestią, o której musimy wiedzieć, jest to, że ludzkie pragnienia zmieniają się i jest ich wiele. W naszym życiu, kiedy dokonujemy wyborów, rzadko zdarza się, że wybieramy tylko pomiędzy dwiema opcjami, lub nawet pomiędzy dobrą i złą opcją. Jeden z najtrudniejszych moralnych wyborów dla chrześcijanina jest między przeciwnymi dobrymi opcjami. „Mamy dwie możliwości, ale nie jestem pewien, przez którą mogę najlepiej służyć Chrystusowi”. To może być bardzo trudne. Wiemy, że poziom naszych pragnień zmienia się i waha. Jednak drugi zarzut, który ktoś może przedstawić, to wypowiedź apostoła Pawła, który mówi w Rz 7:19: „nie czynię dobrego, które chcę, tylko złe, którego nie chcę, to czynię”. Wygląda na to, że właśnie tutaj apostoł Paweł używając władzy apostolskiej, mówi nam, że faktycznie ludzie mogą wybierać wbrew swoim życzeniom, czy wbrew swoim pragnieniom. Chciałbym powiedzieć na wstępie, że nie wierzę, że zamiarem apostoła było to, aby zapewnić nam techniczne podejście do zawiłości kwestii wyboru. To, co tam wyraża, jest czymś, czego wszyscy doświadczamy: że mamy w sobie pragnienie podobania się Chrystusowi, ale to obecne w nas pragnienie, nie zawsze wygrywa, gdy nadchodzi chwila prawdy. Gdybyś powiedział do mnie, jako chrześcijanin: „R.C. czy chcesz być wolny od grzechu?” Powiedziałbym: „Oczywiście, że chcę być wolny od grzechu”. Mówię to jednak teraz, ale kiedy przyjdzie pokusa, wtedy ogarnia mnie i moje pragnienie tego grzechu nasila się, i wtedy się temu poddaję dobrowolnie. Jest tak kiedy zachowuje się i działam zgodnie z moimi pragnieniami, Zachowuje się i działam dobrowolnie. W porządku, pozwólcie, że pójdę dalej. Kalwin badając kwestię wolnej woli mówi: „Jeśli przez wolną wolę rozumiemy, że upadły człowiek ma możliwość wyboru tego, czego chce, to wtedy oczywiście upadły człowiek ma wolną wolę. Lecz jeśli rozumiemy przez ten termin to, że człowiek w stanie upadłym ma moralną siłę i umiejętność wyboru prawości, wtedy” – mówi Kalwin – „wolna wola jest zbyt wygórowanym terminem, żeby się odnosiła do upadłego człowieka”. I z tą myślą bym się zgodził. Znamy pogląd Edwardsa, znamy pogląd Kalwina, teraz przejdziemy do poglądu Sproula na wolną wolę Odwołując się do ironii lub paradoksu, chciałbym złożyć to oświadczenie: moim zdaniem każdy nasz wybór jest wolny, i zarazem każdy nasz wybór jest zdeterminowany. Każdy nasz wybór jest wolny, i każdy nasz wybór jest zdeterminowany. To brzmi całkowicie sprzecznie, ponieważ zwykle widzimy kategorie „zdeterminowania” i „wolności” jako wzajemnie się wykluczające kategorie, czyli że jeśli coś zostanie zdeterminowane przez coś innego, inaczej mówiąc, jest to spowodowane przez coś innego, to wydaje się to wskazywać na to, że nie może to być wolny wybór. Ale to, o czym mówię, to nie jest determinizm. Determinizm oznacza, że rzeczy które mi się przydarzają, zależą wyłącznie o sił zewnętrznych. Ale oprócz sił zewnętrznych, które decydują o tym, co się z nami dzieje, istnieją również siły wewnętrzne, które są determinującym czynnikiem. To, co mówię cały ten wieczór, wraz z Edwardsem i Kalwinem to jest to, że jeśli moje wybory wypływają z moich skłonności i z moich pragnień, i jeśli moje czyny są skutkiem czegoś i posiadają konkretne przyczyny, to moje osobiste pragnienie, w bardzo realnym sensie, określa mój indywidualny wybór! Teraz, jeśli moje pragnienia decydują o moim wyborze, to jak mogę być wolny? Pamiętajcie, że powiedziałem, że w każdym wyborze, nasz wybór jest zarazem wolny i zdeterminowany? Ale to ja jestem tym, co je determinuje, a to nazywamy: samostanowieniem o sobie. Samostanowienie, nie jest zaprzeczeniem wolności, ale jest istotą wolności. Wolna wola polega na tym, że jaźń ma możliwość wyboru. Staram się wam uzmysłowić tę prostą rzecz, że nie tylko wybieramy według naszych własnych pragnień, ale też to, że w rzeczywistości zawsze wybieramy zgodnie z naszymi pragnieniami. I nawet powiem bardziej konkretnie: w rzeczywistości musimy zawsze wybierać według najsilniejszych skłonność w danej chwili. I to jest istota wolnego wyboru – aby móc wybrać to, co chcemy. Problemem grzesznika, nie jest oczywiście to, że upadek pozbawił go możliwości wyboru. Grzesznicy wciąż mają umysły, grzesznicy wciąż mogą myśleć, grzesznicy wciąż mają pragnienia, grzesznicy wciąż mają wolę. A wola jest nadal wolna na tyle, że jest w stanie czynić to, czego grzesznik chce. To w czym tkwi problem? Problem leży u podstaw pragnień serca upadłego człowieka, w tym, że ma złą skłonność, pragnienie grzechu, grzeszy. Grzesznicy grzeszą, ponieważ chcą grzeszyć. Dlatego grzeszą dobrowolnie. Grzesznicy odrzucają Chrystusa, ponieważ chcą odrzucić Chrystusa. Dlatego odrzucają Go dobrowolnie. I zanim ktoś będzie mógł odpowiednio zareagować na rzeczy Boże i wybrać Chrystusa, i wybierać życie, to musi mieć takie pragnienie. Pytanie brzmi: czy upadły człowiek ma w sercu jakiekolwiek pragnienie Boga i do Bożych rzeczy? Szybko przedstawię nasz następny temat, który będzie biblijnym pogląd na radykalny charakter upadku człowieka widoczny w jego pragnieniach odnośnie do Bożych rzeczy. Ale zanim przejdziemy do tego wykładu, zakończmy ten, mówiąc o innym rozróżnieniu, z którego zasłynął Jonathan Edwards. On rozróżnił moralne umiejętności i naturalne umiejętności. Nasze naturalne umiejętności mają związek ze zdolnościami, które mamy z naszej natury. Jako istota ludzka mam naturalną umiejętność myślenia. Mam umiejętność mówienia. Mogę iść prosto. Nie mam naturalnej umiejętności latania w powietrzu bez pomocy maszyn. Ryby mają umiejętność życia pod wodą przez długi czas bez butli z tlenem itd., czy sprzętu do nurkowania, ponieważ Bóg dał im płetwy i skrzela. Dał im naturalne wyposażenie niezbędne do tego, aby mogły żyć w tym środowisku. Dlatego mają naturalną umiejętność, której ja nie mam. Bóg dał ptakom naturalne umiejętności, których ja nie mam. Dobrze? Ale mówimy o moralnych umiejętnościach, mówimy o umiejętności bycia prawymi, a także być grzesznymi. Człowiek został stworzony z umiejętnością do bycia prawym albo grzesznym, ale człowiek upadł. Edwards mówi, że w swoim upadłym stanie człowiek nie ma już zdolności sami z siebie, do bycia doskonałym moralnie, ponieważ urodził się w grzechu, w grzechu pierworodnym. Ma upadłą naturę, naturę grzeszną, co sprawia, że doskonałość jest całkowicie niemożliwa do osiągnięcia w tym świecie. Człowiek ma ciągle zdolność myślenia. Ciągle ma możliwość dokonywania wyborów. Jednak brakuje mu skłonności, czy usposobienia ku pobożności. Teraz zobaczmy, czy to jest zgodne z tym, czego Biblia uczy o ludzkim upadłym stanie, ale podam wam to teraz, w formie podglądowej. W tym momencie Edwards tylko powtarza, czego Augustyn nauczał przed wiekami używając podobnego rozróżnienia. Augustyn twierdził, że człowiek miał „liberum arbitrium”, czy inaczej wolną wolę, ale to, co człowiek stracił podczas upadku, to była „libertas”, czyli wolność – to co Biblia nazywa wolność moralną. Biblia mówi o upadłych ludziach, jako o niewolnikach grzechu. A ci, którzy są w niewoli, stracili jakąś część moralnej wolności. Nadal dokonują wyborów, wciąż mają wolną wolę, ale ta wola jest teraz skłonna do zła i niechętnie nastawiona do sprawiedliwości. Nikt nie czyni dobrze. Nie ma ani jednego sprawiedliwego. Nie masz, kto by szukał Boga. To wskazuje na to, że coś nam się stało. Jezus mówi, że owoce drzewa pochodzą z natury drzewa, że drzewa figowe nie dają pomarańczy. Nie otrzymasz złego owocu z prawego drzewa. Coś jest w nas nie tak, tam, gdzie mieszkają nasze pragnienia, nasze skłonności. Chodzi o to, że jesteśmy w niewoli. Ale nawet ten upadek nie wyeliminował zdolności wyboru. Więc naprawdę nie ma tutaj różnicy między tym, co twierdził Augustyn, mówiąc: „Nadal mamy wolną wolę, ale nie wolność”, a tym co twierdził Edwards, gdy rozróżniał między umiejętnością moralną, umiejętnością naturalną. W porządku, muszę się zatrzymać, bo mój czas się kończy, i muszę po prostu powiedzieć, że w naszym kolejnym wykładzie przyjrzymy się temu teraz z biblijnej perspektywy aby zobaczyć, co Biblia mówi o ludzkiej moralnej umiejętności lub jej braku, w odniesieniu do Bożych rzeczy.